Uwaga! Ta strona wykorzystuje pliki Cookie! Szczegółowe informacje znajdą Państwo w polityce prywatności. Akceptuję politykę.

informacje prasowe

Co mi zrobisz, jak złapiesz autobus?

Co mi zrobisz, jak złapiesz autobus?

Stanisław Bareja dokumentował absurdy otaczającej go rzeczywistości. Był genialnym obserwatorem. Kilka razy sportretował także komunikację miejską.

Słynny reżyser z uśmiechem pokazywał inżynierów, robotników, pracowników elektrowni, barów, sklepów, a nawet środowisko, w którym się obracał, czyli kinematografię. W jego filmach można zobaczyć: aluminiowe talerze, przykręcane do stołów; dźwig podnoszący zepsuty samochód, bo brakuje lewarka; zadowoloną z siebie sprzątaczkę, która podaje kurczaka, trzymając jednocześnie w ręku brudną szmatę; mięso spod lady w kiosku z gazetami, baleron i parówkowych „skrytożerców”. Do legendy przeszedł Anioł Stróż z serialu „Alternatywy 4”.

Mieszkańcy tego bloku marzli, bo elektrociepłownia po drodze na Ursynów „traciła 150 procent ciepła” przez słabo izolowane rury i pustostany.

Sam reżyser przyznawał w wywiadach, że stara się czerpać z otaczającej go rzeczywistości. Tak mówił w jednym z wywiadów:

Otóż chciałem pani powiedzieć, że historia mariażu w „Małżeństwie z rozsądku” jest oparta ma faktach autentycznych i mogła mieć miejsce tylko w Polsce. Czyż nie jest charakterystyczne, że bogaczem jest straganiarz? Dwa najmniej prawdopodobne zdarzenia z tego filmu: kradzież nici i małżeństwo córki bogacza z ciuchów i artysty są tu jak najbardziej prawdziwe. Już ktoś inny wpadł przed nami na pomysł, że najlepszą metodą unikania domiarów i ukrywania własnych dochodów jest przelewanie ich na konto artystów, korzystających ze sporych ulg podatkowych. Zięć artysta może się okazać w takiej sytuacji prawdziwym skarbem. Właściwym bohaterem tego filmu są pieniądze.

W obrazach Barei z lat 70. i 80. można zobaczyć także w krzywym zwierciadle komunikację miejską, która musiała funkcjonować tak, jak jej na to pozwalał ówczesny system. Autobusy to częsty motyw w jego filmach, a że akcja tych historii toczy się w stolicy, to siłą rzeczy portretował warszawską komunikację miejską. Mieszkańcy „Alternatywy 4” marzli w środku zimy na przystanku autobusowym i wpatrywali się w dym wydobywający się z komina elektrociepłowni. Autobusy zajeżdżały też w niektórych scenach na osiedle, rozkopanymi „prawie ulicami”.

Autobus restauracyjny

W jednej z najbardziej znanych scen z serialu, który przez kilka lat nie mógł się doczekać premiery, wycieczka szkolna wiozła z panią nauczycielką autobusem przegubowym Ikarus stół wraz z lampą i krzesłami.

Pomóż, pomóż jej. Chwileczkę, niech pan jeszcze nie rusza!

– krzyczała nauczycielka do niezwykle spokojnego kierowcy autobusu, a uważniejsi obserwatorzy zauważą charakterystyczne malowanie – z białym pasem, ciągnącym się przez całą długość pojazdu o numerze 2133. Znawcy komunikacji miejskiej mogą rozpoznać, że jest to autobus dostarczony do Warszawy z Węgier w jednej z pierwszych partii oraz, że kabina kierowcy została dorobiona własnymi siłami przez mechaników z zajezdni przy ulicy Woronicza, bo wczesne Ikarusy nie miały takich udogodnień.

scr3_320

Ikarusy, malowane w ten sposób można było spotkać na warszawskich ulicach w latach 80. Ostatnia dostawa takich autobusów miała miejsce w 1984 r., a ostatni autobus (o numerze 2684) w takich barwach jeździł po warszawskich ulicach do początku lat 90.

W środku Ikarusa, do którego dzieci dzielnie wniosły po schodach wyposażenie salonu rozgrywa się jedna z najzabawniejszych scen tego serialu. Na przystanku wsiada mocno zawiany pasażer, który na widok stołu i lampy mówi:

Wspaniale, mamy nareszcie autobusy restauracyjne. Wiedziałem, że do tego dojdzie.

Nauczycielkę, która próbuje go przegonić z krzesła wita słowami:

Cudownie, że jesteś. Daj mi… setę, coś na ząb i lody dla małej.

Trzeba przyznać, że pasażer, chociaż niedysponowany, to jednak trzymał fason i miał gest. Niestety, nie widać numeru linii, którą jechała ta wycieczka.

Wyścig kierowców linii 175

Doskonale natomiast wiadomo, jakie autobusy ścigały się w serialu „Zmiennicy”. Aleją Niepodległości na wysokości gmachu Biblioteki Narodowej Warszawy mknęły dwa Ikarusy, obsługujące linię 175. Przerażona pasażerka krzyczała, że kierowca oszalał, ale drugi ze współpasażerów spokojnie wyjaśnia, czemu ich kierowca pędzi i przecina skrzyżowanie na czerwonym świetle, nawet nie oglądając się na pasażerów machających mu na przystanku (żółtym z literką „A”).

scr2_320

Pierwszy kierowca zbierał z przystanku wszystkich pasażerów, a kolejny, jadący tuż za nim, jechał pusty (drugi z kolei jest przepełniony), dzięki temu był wygodniejszy w prowadzeniu i spalał mniej paliwa „A to się teraz liczy”, zauważa taksówkarz Jacek Żytkiewicz, grany przez Mieczysława Hryniewicza. W latach 80., kiedy w polskiej gospodarce brakowało wszystkiego, na pewno kładziono duży nacisk na oszczędzanie paliwa przez kierowców komunikacji miejskiej. Nic dziwnego, że na końcu sceny pojawił się napis „Oszczędzając paliwo – dalej pojedziesz”.

Ten serial, kręcony w czasach schyłkowego PRL-u zawiera jeszcze co najmniej jedną słynną scenę z komunikacją miejską w roli głównej. Tym razem akcja rozegrała się w tramwaju. Motorniczy Piórecki powitał kontrolera biletów słowami

Straszny dziś tłok, że szpilki nie włożysz.

Jak reaguje na to kontroler?

W takim razie poproszę bambosze.

Następnie, niemal po głowach ludzi ruszył sprawdzać bilety – bo praca musiała być wykonana. Warto zwrócić uwagę na strój służbowy kontrolera (kurtka i czapka) oraz wysoką kulturę osobistą – za każde okazanie biletu pasażerowi należało się podziękowanie.

scr4_320

Odniesień do transportu publicznego nie mogło zabraknąć również w najsłynniejszym filmie Stanisława Barei, czyli w „Misiu”. Tam z kolei, hucznie obchodzono „Dzień Pieszego Pasażera”. Mieszkańcy Warszawy, którzy nie mogli jechać komunikacją miejską z powodu awarii, mogli (do czasu usunięcia usterki) wysłuchać piosenki „Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek” oraz porozmawiać o tym, gdzie w Warszawie udało się kupić herbatę (okazało się, że herbata została przysłana z Łomży).

Mleko jeździ najszybciej

Do legendy przeszła również scena z filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, w której brawurowo zagrali Józef Nalberczak z Marianem Łączem. Kto nie zna znakomitej relacji z podróży z prowincji do pracy w Warszawie na siódmą rano? Nalberczak zaczyna swoją opowieść tak:

Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia… Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.

Dalej następuje opowieść o tym, jak przedstawiciel klasy pracującej idzie pięć kilometrów na przystanek PKS i nie zdąża na przepełniony autobus. Dzięki temu idzie dalej (godzinę) na przystanek obok mleczarni i razem z mleczarzami jedzie do Szymanowa, bo

Mleko, widzi pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada.

Potem robotnik kolejką EKD dojeżdżał do dworca Warszawa Ochota, a stamtąd pociągiem podmiejskim do dworca Warszawa Stadion. Po praskiej stronie Wisły było już „z górki”. Wsiadał w autobus 119, przesiadał się w tramwaj 13, potem w autobus 345 i o godzinie 6.45 był już w zakładzie pracy.

Należy założyć, że te podróże odbywały się gdzieś między rokiem 1969 a 1971 – wtedy nastąpiła likwidacja linii 345 na ponad 30 lat. Powstaje jednak pytanie, w którym miejscu robotnik-Nalberczak wsiadał do linii 119, która zaczynała swój bieg na ulicy Wileńskiej i dalej jechała w kierunku osiedla Zacisze, nie przejeżdżała zatem w okolicach ówczesnego Stadionu X-lecia.

Nie sposób też precyzyjnie ustalić, gdzie nasz bohater kończył swoją podróż. Spróbujmy zatem zgadnąć. Biorąc pod uwagę, że linia 345 kończyła swoją trasę na ówczesnej pętli BRÓDNO-UGORY oraz sporą ilość ziemi pod paznokciami, którą Nalberczak starannie wydłubywał scyzorykiem, można przypuszczać, że był pracownikiem PGR Bródno. Czy tak w rzeczywistości było, czy reżyser w ten sposób „naszkicował” postać w scenariuszu?

Warto też zwrócić uwagę na opracowany do perfekcji system przesiadek, zarówno na trasie do Warszawy, jak i w samej stolicy. Miłe są również pochwały („a potem to już mam z górki”), jakie przedstawiciel klasy pracującej skierował pod adresem warszawskiej komunikacji miejskiej. Możemy jedynie powiedzieć: Panie Reżyserze, dziękujemy!

Tekst ukazał się w numerze 1/2018 miesięcznika "iZTM"

Wszystkie fotografie: YouTube

opublikowano 2 lutego 2018r.
ostatnia aktualizacja 2 lutego 2018r.

zaplanuj podróż

kalandarz
kanał rss ZTM w mediach społecznościowych

newsletter

Komunikacja miejska - nasza wspólna sprawa

Komunikacja miejska - nasza wspólna sprawa

O komunikacji miejskiej warto i trzeba rozmawiać. Każdy znajdzie w niej coś ciekawego, a przy okazji można posiąść wiedzę na temat wielu, ważnych społecznie, zagadnień takich jak ekologia czy dbanie o wspólną przestrzeń. Szczególnie wdzięcznymi słuchaczami są dzieci, u których od najmłodszych lat można kształtować prawidłowe postawy i przekonywać, że warto korzystać z Warszawskiego Transportu Publicznego. Dlatego Zarząd Transportu Miejskiego kieruje do szkół ofertę zajęć z wychowania komunikacyjnego "Nasza wspólna sprawa - ekologiczna Warszawa". więcej

Inwestycje i programy współfinansowane przez Unię Europejską